Zacznijmy od krótkiej anegdotki. Pan Kowalski, który mieszka w Poznaniu planował zakup mieszkania jeszcze w 2009 roku. Ceny nieruchomości spadały, Kowalski miał pracę, dzięki której co miesiąc na jego konto wpływało 2,5 tys. zł. Przeszukiwał oferty biur deweloperskich i agencji nieruchomości. Szukał w internetowych serwisach ogłoszeń. Wpisywał w wyszukiwarkę najróżniejsze hasła i frazy. Ale nieważne, czy wpisał „nieruchomości Poznań” czy po prostu „mieszkania” - za każdym razem napotykał się na jeden problem: wygórowane ceny.
Niestety, niektórzy o własnym M mogą sobie tylko pomarzyć.
Z raportu, przeprowadzonego wśród mieszkańców (w wieku 25-65 lat) Poznania, Warszawy, Trójmiasta, Krakowa i Wrocławia, wynika, iż zbyt wysokie ceny, jako powód rezygnacji z zakupu nieruchomości podało prawie 40 proc. badanych. 23 proc. zrezygnowało z powodu zbyt dużego oprocentowania kredytów, 19 proc. — przez brak zdolności kredytowej, a 14 proc. ze strachu przed utratą pracy.
Tak duży odsetek rezygnacji musi niepokoić. Wynika z tego bowiem, iż spadające ceny nieruchomości w trakcie „kryzysu, którego nie było” wcale nie zwiększyły naszych możliwości nabywczych. A ceny, które spadły w tym czasie często nawet o kilkadziesiąt procent, znów poszybowały w górę aby ustabilizować się na poziomie, który sprawia, iż dla większości z nas zakup mieszkania, na korzystnych warunkach, pozostaje w sferze niespełnionych marzeń.
Jak długo trwać będzie jeszcze ta sytuacja? Jak długo rynek wytrzyma takie, sprzeczne z logiką i wymogami ekonomii, działania deweloperów? Musimy mieć nadzieję, że gdy wszystko się zawali niebo nie spadnie nam na głowę.
Ostatnie komentarze